Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 171 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

ZmieRchowe zabawy i odkrywanie nieistniejącej osobowości - cz.II

środa, 15 lipca 2009 13:07
Kolejny odcinek analizy blogaska. Małe zmiany w czasie i miejscu akcji, a także w obsadzie głównych i główniejszych ról. Miłej lektury!

Zanalizowały: Maladie i Alivia

Rozdział 1

Elizabeth jest pod opieką ciotki. Dowiaduje się, że musi wyjechać... nie, nie do Niemiec. Do Irlandii.


[O Elizabeth] Tymczasem, nastoletnia dziewczyna siedziała skulona pod ścianą. Łzy rzewnie opadały na jej bladą cerę, a pod oczami zaczynały się tworzyć zaróżowione ślady od płaczu.
A gdzie samotne łzy?
Założyły związek zawodowy.


Czekoladowe, długie włosy opadały na nieskazitelnie gładkie policzki, zasłaniając ciemne oczy.
Te czekoladowe włosy... a zęby mam nadzieję z cukru :)
A nie, bo z marcepana.


Do tego Nick... jej niedoszły chłopak, przy rozstaniu, posłał jej spojrzenie pełne żalu. Doskonale pamiętała jego proszący wzrok na sobie,
*niemamskojarzeń*
*Tryumfalnie podnosi czerwony kwadracik*


[Treść właściwa]Wychodząc z lotniska, Irlandia powitała ją dość nieciekawą pogodą.
Ciekawe z czego są włosy Irlandii? z miodu?
Z koniczyny.


W porównaniu do południa Francji, gdzie od siedemnastu lat prawie w ogóle nie widziała takiego zjawiska jak deszcz,
Biedni Francuzi... deszczu nie ma, oliwki pousychały, żaby i ślimaczki też... Co oni będą jeść?
Piasek z sosem kaktusowym
Pychota ^^


Do tego równie sprzyjająca pora roku owiała wokół niej swoje macki, mocząc ją już na powitanie.
Uwaga! Z ostatniej chwili! Pory roku to ośmiornice!
Ja bym stawiała raczej na Krakena. Mniejsze szanse na przeżycie.


Jej cienka, szara bluza od razu przesiąkła wodą. Dżinsy, gdy tylko podeszła na ustalone miejsce, na parkingu, zostały ochlapane przez przejeżdżającego busa, a o adidasach lepiej nie wspominać.
Prawo pogody i autobusu: niemożliwe jest, by deszcz zmoczył spodnie. Może uczynić to tylko przejeżdżający „bus"
O prawie pogody i adidasów lepiej nie wspominać


Przeklęła pod nosem cały ten kraj, chcąc jak najszybciej odbębnić te cholerne pół roku, aby móc z powrotem ujrzeć, majaczące nad Francją, słońce.
Bo Francję stać na własne słońce
Szkoda, ze nie stać na psychiatrę dla niego


Była tu dopiero kwadrans, a już tęskniła do swojego państwa
Musiała być nadzwyczajnie bogata
Noo... tak zwyczajnie kupić Francję...


Bordowy jeep podjechał przed nią, a z automatycznie otwieranej szyby wychylił się dość młodo wyglądający brunet.
Musiał być bardzo szczupły. Tak po prostu zmieścił się w szybie?
Nie „po prostu", bo to była automatyczna szyba!!
Zupełnie jak boiler bohaterki prologu


Zmierzył ją zaciekawionym spojrzeniem i uśmiechnął się pod nosem, widząc jak się trzęsie z zimna.
Sadysta


Szczękające zęby doprowadzały ją do szału, a targający włosami wiatr, dopełniał efektu grozy.
Były z marcepana to się nie rozleciały, gorzej jak by były z cukru...
Z mhrocznego marcepana


Skórzane siedzenia grzały przyjemnie w plecy, wynagradzając panującą na zewnątrz temperaturę.
Płaciły jej pensję czy jak?
Ale tylko wtedy, kiedy było zimno


Dziewczyna przyjrzała się uważnie swojemu kierowcy. Z opisu ciotki, wujek miał mieć około czterdziestu lat i lekko siwiejące włosy. Natomiast, siedzący obok chłopak wyglądał na nastolatka.
Tró Loff?


Zegar pokazywał prawie sto kilometrów na godzinę,
Nowa miara czasu? *idzie po podręcznik od fizyki*


Czyli jesteś moim kuzynem?! - W jej głowie szumiało niezrozumienie
Tak w rodzinie?! Zbereźnicy.
*nuci* „wszystko się może zdarzyć..."


Witaj w rodzinie, Elizabeth! - Po chwili krzyknął, jak jakiś klaun, śmiejąc się głośno.
*przyjmuje dziwną pozę* A ja jestem akrobatką
*patrzy na koleżankę z powątpiewaniem* Myślałam, że to ja jestem nie do końca normalna.


Otworzyła ciężkie powieki, przypominając sobie gdzie się obecnie znajduje
Bo powieki, w przeciwieństwie do włosów i zębów, miała pancerne.
A otworzenie ich powodowało uleczenie chwilowej amnezji


Nawet nie wiedziała kiedy usnęła.
A może jednak nie...


Natychmiast przycisnęła się do szyby, pchana ciekawością.
Niedobra ciekawość, nie wiesz, że nie wolno się przepychać? Posiedzisz teraz na karnym jeżyku


Brama, uchylająca się na pilota, wpuściła ich wóz do środka,
Chcę zobaczyć, jak kogoś wpuszcza na zewnątrz.
O ile będzie na tyle łaskawa


Bethy omiotła dom zachwyconym wzrokiem.
Potem już mniej zachwyconą szczotką zaczęła czyścić podjazd


Był pomalowany na kolor świeżej trawy, z dużymi, drewnianymi oknami, w których dało się dojrzeć koronkowe firanki.
Dom w stumilowym lesie?
Gorzej, kiedy trawa na fasadzie zacznie gnić


Rozległy, równo przystrzyżony trawnik, otaczający dom dookoła, zachęcał do spacerów.
Była na nim tabliczka „Przejdź mnie"
A wiedziałaś, że otacza się inaczej niż dookoła?
Nie. Ale w końcu człowiek uczy się całe życie. Chociaż... daje to pole do dość ciekawych dywagacji...


- Dawaj, dawaj! Wyskakuj! - Głos niezadowolonego Lennyego rozbrzmiał dźwięcznie w garażu.
*boi się* Z czego ona miała wyskoczyć? *rozgląda się za czerwonym kwadracikiem*
Pytanie brzmi: co ona miała tak intensywnie dawać *wyciąga cudownie odnaleziony kwadracik*


Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to nieskazitelnie czysty dom.
Przecież sama go omiotła...
A może omotała? Swoją drogą agresywny ten dom. Tak się rzucać na ludzi?!


Z garażu wyszła do głównego holu na parterze, zaraz obok drzwi wejściowych. Wszystko było poukładane i czyste.
Bo gdyby było brudne to hol byłby obok drzwi wyjściowych
A jadalnia w ogródku.


Buty jeden przy drugim, wyglądały jak na wystawie, a stojące obok szczoteczki, dawały do myślenia, dlaczego są one takie lśniące.
Szczoteczki używały past colgate.
Czy tylko mi się wydaje, że szczoteczki do zębów nie służą do pastowania butów?
Ale ty jesteś niedzisiejsza


Lenny pochwycił jej spojrzenie, ślizgające się po regałach.
Ach to łyżwiarskie zacięcie...
A może spojrzenie woli narty?
Umówmy się, że to był snowboard.


Wywrócił teatralnie oczami, posyłając do niej rozbawiony uśmiech.
*z uznaniem* Niezła koordynacja.
*próbuje powtórzyć wyczyn*


Postawił bagaże na chwile na podłodze, żeby się rozebrać.[...] Ona natomiast nie miała nawet czego ściągnąć
*zasłania oczy* Nie... jestem za młoda, żeby umierać!
*z dumą pokazuje wyrwany koleżance czerwony kwadracik*


Jedno już wiedziała - nie może bałaganić. Aż jej wstyd było, gdy ściągnęła swoje adidasy, które raziły brudem na kilometr. Na szczęście jej kuzyn miał podobnie ufajdane obuwie, więc nieco się uspokoiła.
Został w samych butach? Robi się coraz ciekawiej
*patrzy na koleżankę z przerażeniem*


Podeszła parę kroków, ujrzawszy za okrągłym przejściem w ścianie, jadalnię i siedzącą przy stole osobę.
„Stargate. Powrót"


Usłyszała rozradowany głos, przeciągający powoli litery jej nazwiska.
BBBBBRRRRROOOOOWWWWWNNNNNNN!
Litery były wręcz rozrywane
Na szczęście były z plasteliny


Wujku! - Pisnęła, tonąc w jego ramionach
Pedofil
Oby to nie było rodzinne


Doskonale wiedziała, że to Don. Z opisu ciotki Elzy właśnie tak powinien wyglądać. Czarne włosy, przeplatane gdzieniegdzie siwizną, się zgadzały. Wieczny uśmiech, również.
Zęby natomiast nie podzielały ich zdania.
Ale wieczny uśmiech był jak najbardziej za


Kropla wkroplę jesteś podoba do swojej matki! - Uśmiechnął się, ale już nie tak jak wcześniej. Widać było ból w jego brązowych oczach
*szuka słownika* Co to „wkropla"?


Zmienił wątek, pokazując jej spoczywający na stole półmisek z zupą.
Niech spoczywa w pokoju
Amen


Naciągnęła materiał bluzy, ukazując mokre plamy.
Poszła do holu po bluzę?
Nago było jej trochę zimno. I wujek zaczął się dziwnie patrzeć.


Huknął, ale w jego głosie nie można było spostrzec groźby
Nowe odkrycie co do dźwięku! Widać go!
Skoro może się toczyć, to czemu ma być niewidoczny? Ciekawe, jaki ma smak?


Kąciki jej ust uniosły się wysoko w górę, słysząc cichy syk zawodu, dochodzący z holu.
*szuka podręcznika od biologii* Od kiedy usta słyszą?
To taki nowy wynalazek, usta wielofunkcyjne. Nie wiedziałaś?


A czy dziś nie jest sobota? - Lenny uśmiechnął się sam do siebie, po chwili dopiero rozumiejąc sens swoich słów.
Coś mało kumaty ten Lenny. Chyba, że jest w tej wypowiedzi jakiś ukryty sens...
Tak. W soboty zazwyczaj sprzątają.


No, to idź się przebrać. - Wskazał na jej ubiór, śmiejąc się sam do siebie.
Przecież ona ubioru nie miała
Miała na sobie bluzę, nie pamiętasz?


Po rozpakowaniu się zejdź na dół, na familijną pogawędkę.
*kwik*
Rozpakowaniu się? A rozumiem. Najpierw wypakuje żebra, potem płuca...


Jej oczom ukazał się przytulny pokoik, mieniący się kolorem wyblakłej brzoskwini.
*próbuje podnieść się z podłogi* Mieniący się na brzoskwiniowo?
*leży obok koleżanki* Na wyblakło brzoskwiniowo.


Łóżko z delikatną, bordową pościelą, aż zachęcało, żeby na nim przysiąść. Biurko z komputerem ucieszyło nastolatkę. Jeszcze nie miała okazji korzystania z takich sprzętów,
Nie miała łóżka w domu?
Jak na kogoś, kto ma na własność Francję, to nie zaznała w życiu zbyt wielu luksusów. Spała na podłodze?


Odchyliła białe firanki i wyjrzała przez nie, skąd miała widok na tył domu i kawałek ulicy.
Dziwny kształt miał ten dom...
Mnie raczej dziwią te firanki, przez które wyjrzała


Na ulicy było pusto, żadnej osoby nie spostrzegła w pobliżu.
„Na ulicy było pusto, szły tylko 344 panie, 891 panów i około 1000 dzieci"
I po to właśnie są okulary.


Bethy usiadła na szerokim parapecie, ogarniając wszystko wzrokiem
Dobrze, że już nie omiatała wzrokiem
Wszystko? Miała kąt widzenia 360 stopni? Nawet królik ma mniejszy.


Była wdzięczna losowi, że się do niej uśmiechnął.
Miał tak piękne zęby - używał pasty Colgate.
Blend-a-med 3D white


Porzuciła rozmyślania, czując zapach przemokniętych ubrań.
Węch wyczulony jak u matki
Ciekawe, jak one musiały „pachnieć" przed zmoczeniem...


Jej ubrań!
A ja myślałam, że to Alivii
Ale moje nie śmierdzą!


Zabrała się za rozpakowywanie toreb, przy okazji się przebierając.
Ośmiorniczka^^
A nie, bo stonoga^^


Gdy już wszystko zwiedziła w swoim pomieszczeniu, wyszła na korytarze domu.
Miała w pokoju mini muzeum.
Najbardziej podobała jej się sala poświęcona komodzie


Z tego co zdążyła zaobserwować, wynikało, że na pierwszym piętrze rezyduje, tylko i wyłącznie, Don.
Niniejszym ogłaszam: Sezon rozrodczy przecinków czas zacząć!
Można już zaobserwować pierwsze fale migracyjne.


Na parterze zaś był pokój gościnny, jadalnia, kuchnia i łazienka, która znajdowała się na każdej kondygnacji.
Łazienka niemal jak międzywymiarowe półki w Bibliotece Niewidocznego Uniwersytetu. Ciekawe, kto pełni funkcję „bibliotekarza"
Uuk?

 

Bethy nie wchodziła do żadnych pokoi, by coś zwiedzać.
To tam też było muzeum?
„Pamiętnik mieszkanki muzeum 2"


Zeszła na dół, tak jak ją Don prosił.
Prawie jak na śniadanie


Może coś się dowie o rodzicach?
Biedna sierotka Marysia
Krasnoludki uciekły z powodu „pachnących" ubrań


Jedyne, co o nich przyswoiła, dowiedziawszy się od Elzy,
*przywdziewa czerń ma pogrzeb logiki zdania*
To była taka miła logika...


to to, że zginęli w wypadku samochodowym, a ją ledwo uratowali z łona matki, ponieważ była jeszcze nienarodzonym dzieckiem.
Najpierw zginęli, a potem uratowali?
Autocesarka. Nawet House tak nie umie.
House to facet. Nie potrzebuje takich umiejętności.
No dobra. W takim razie nawet Cuddy tak nie umie.


A o jej ojcu mawiano, jakby był kimś frywolnym, zabawnym, ze zbyt rozwiniętym darem bycia duszą towarzystwa.
Też chcę taki dar!
No wiesz, inteligencja nie jest ponoć niezbędna.


Zdarzyło się, że ich znajomi mylili odcienie ich włosów, daty śmierci i sposób, jaki zginęli.
Zginęli sposób?
Ciachli go nożem
„To ja pękłem balonik"


wręczając jej miseczkę z budyniem waniliowym, przysypanym dorodnymi truskawkami.
Prognoza pogody: W tym roku odnotowano wielkie opady... truskawek.
Bardzo dorodnych, aczkolwiek nieco przejrzałych.


Zapach owoców roznosił się po całym salonie, skupiając na sobie całą uwagę, by tylko ich skosztować.
Jak dla mnie zapach zgnilizny jest niezbyt zachęcający.
Ale boChaterka i aŁtorka mają odmienne zdanie.


[Od aŁtorki] MATKA WENA POLUBIŁA MNIE, MAM NADZIEJĘ, ŻE NA DŁUŻSZY OKRES.
Osobiście wolałabym, żeby to Wen mnie polubił, a nie jego matka.
Chociaż czasem dobre układy z matką swego wybranka mogą przynosić korzyści, np.: smaczne obiadki.


ŚLICZNIE DZIĘKUJĘ LADY, ZA POŚWIĘCENIE CZASU I ZBETOWANIE TEGOŻ OTO ODCINKA.
Tak. To było zbetowane.
Szkoda, że nie zawsze to widać...
Ciekawe, jak to wyglądało w wersji pierwotnej.

 

Oto kolejny odcinek "Zabaw ze Zmierchem". Następny za... jakiś czas. Zapraszamy.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

ZmieRchowe zabawy i odkrywanie nieistniejącej osobowości - cz.I

czwartek, 25 czerwca 2009 10:42


Panie i Panowie! Dziś mamy do czynienia z niezwykle poważnym blogaskiem, którego aŁtorka wzięła sobie na cel stworzenie nowego gatunku nieczłowieka. Zapowiada się Meyerowo i wampirzo. Enjoy!


O aŁtorce:
Mysterious (niegdyś - Ignis) - jak sama nazwa wskazuje - tajemnicza musi być dusza tej osoby.
Czujecie ten mhrok?
Aż powiało chłodem...


Tak naprawdę nikt nic o niej nie wie i raczej się nie dowie.
Ona sama też nie odkryła tajemnic swojej mrohnej duszy.
Ciężko coś dostrzec w pomieszczeniu wielkości miski.


Wiadomo jedynie, że istnieje, bo ktoś dźwięcznie stuka po klawiszach, podtrzymując tego bloga przy życiu.
Akcja - reanimacja.
Klawiatura z pudłem rezonansowym? Też taką chcę.


Ale kto nim jest? Nie wiadomo. Czuć jedynie zapach damskich perfum.
Blogiem?
Ciekawe, jakie są aktualne mody zapachowe wśród blogów...


Dlaczego? Nie wiem. Jakoś tak, pod wpływem chwili.
Wytłumaczenie na wszystko.
I przez tą jedną głupią chwilę musimy cierpieć...


O czym? Jest to blog z opowiadaniem na przykładzie książki Stephanie Meyer, tylko i wyłącznie, pt. ,,Twilight''.
Bo zazwyczaj książki mają po kilka tytułów.
Odpada problem kanonu - ta książka sama w sobie jest niekanoniczna.


Niektóre wydarzenia będą nieco powiązane z wyżej wymienioną powieścią, lecz zupełnie odmienne.
Czyli Edzio będzie z bohaterką?
A Bella z Jacobem?


Dowiecie się wszystkiego, czytając treść opowiadania.
Ta prastara wiedza zawarta w blogasku... Odpowiedzi na wszystkie pytania.
Np. dlaczego bułki do hot-dogów pakowane są po 4, a parówki po 5.


Planuję napisać minimum dwie części - czy mi się uda? - chciałabym.
Ale my już niekoniecznie.


Pierwszą już zaczęłam i nadałam jej angielski tytuł ,,What am I?'' (w tłumaczeniu na nasz język, oznacza to nic innego, jak ,,Czym ja jestem?'')
Wieszakiem? Kostką do gitary?
Anglojęzyczny wieszak?


Naszych kochanych patriotów proszę o wyrozumiałość, co do zagranicznej nazwy.
Od wieszaka nie można za wiele wymagać.


(Tak, patriotką nie jestem)
Poczekaj, aż się dowie o tym Młodzież Wszechpolska.


Dlatego w drugim rozdziale posłużyłam się prawdziwą nazwą ,,Twilight'', zamiast przetłumaczoną ,,Zmierch''.
„Zmierch"? Nigdy o tym nie słyszałam.
Niech aŁtorka zostanie przy angielskim.


Tak samo mój pierwszy epizod nosi rodzimą, w swym pochodzeniu, nazwę.
„Prolog"? Myślałam, że to słowo pochodzi z greki.


Na dowód, że mój post został polecony przez Onet, dodaję zrzut ekranu. Sama nie mogę dalej uwierzyć,  że im się spodobało
Onet nigdy nie cieszył się zbyt dobrym gustem.


( Nie mogę się powstrzymać, muszę dodać tę buźkę, tak bardzo pasującą mi do tej sytuacji, a więc - ,,xD'')
A ja w chwili obecnej powiedzieć mogę jedynie „=='"
A jak to wyartykułować?


Regulamin:
>> W moim opowiadaniu możecie zauważyć podobieństwa do książki ,,Twilight''. Nie przeczę.
*boi się*
No to już wiemy, skąd aŁtorka czerpie inspirację.


>> Nie spamuj, bo uduszę, wypatroszę, powykręcam paluszki i powieszę na sznureczku!
Tylko paluszki czy całego człowieka?
Duszenie paluszków może być całkiem ciekawe


Prolog:
- Arturze! - Dźwięczny głos kobiety potoczył się po małej, leśnej polanie.
Ciekawe jaki kształt ma dźwięk skoro się toczy?^^
Ten? Kwadratowy xD


Odpowiedziało jej głuche echo.
*szuka słownika frazeologicznego*
„Halo! Co mówiłaś?! Coś o szczurze?"


Z rozbawionym uśmiechem
Albo z przerażonym smutkiem
A mój uśmiech jest emo i lubi się ciąć produktami mącznymi.


wyłożyła na kraciasty koc, na którym już siedziała, dwa porcelanowe talerzyki, oplecione delikatnym wzorkiem.
I spętane mocną siecią, żeby nie uciekły
Przywiązane na łańcuchu


Pamiętała, jak świętej pamięci mama, podarowała jej prześliczny komplet porcelany, wykładany właśnie przez nią w tej chwili.
Świętej pamięci mama wstaje z grobu by rozłożyć naczynia
*wzrusza ramionami* Widocznie nie ma nic innego do roboty


Ułożyła na pokryciu jeszcze miskę z owocami, dwa kubeczki, kruche ciasteczka oraz butelkę białego wina.
Na czym?
No na pokryciu. Dachowym. Tylko dziwne, że to wszystko nie spadło.


Ciepłe promienie padały na jej śliczną buzię
niczym zimny deszcz
lub gorący śnieg
latem


Lekki zefirek podrygiwał jej czarnymi kosmykami, dodając kobiecie tajemniczego wyrazu.
Zefirek dodający tajemniczego wyrazu... to musi być ciekawe
PODRYGUJĄCY zefirek, pamiętaj


To dlatego właśnie co weekend wyrywała się z miasta, wraz z mężem, i urządzałas obie z nim wspaniałe pikniki
Nie wiem, skąd pewność, że tam byłam. Nie przypominam sobie. I od kiedy mąż
jest kobietą?

Ehh ta przesunięta spacja


na tejże przecudownej, skąpanej w słońcu, łące.
Prześliczniuchnej, przepiękniusiej, itp.
I nieco śmierdzącej spalenizną. Kąpiele w słońcu są dość ryzykowne.


Kłębiasta chmura zakryła jasną kulę, dającą ostatnie promyki kończącego się lata.
Promyki lata i płatki zimy
Winterflakes. A chmura tak naprawdę była kłębkiem włóczki. Albo nerwów


Wiatr zawiał mocniej, a wraz z nim niósł się cierpki zapach - rdzy pomieszanej z mokrą solą.
*próbuje otrzymać ten zapach*
Nie przejmuj się, po prostu jechała piaskarka (z solą, bo polski to jednak
ubogi język) i sypała drogę. I mamy wszystko: rdzę i rozpuszczającą się sól. A
że było lato - nieistotny szczegół.


Wilgoć dotarła do nozdrzy kobiety. Skrzywiła się. Wydęła usta, cmokając głośno, tym samym chcąc spowodować wyjście męża zza jakiegoś krzaka,
Ciekawe jak używać cmokania do wywabienia mężczyzny zza krzaka?
Zaczynam podejrzewać, że jej mąż tak naprawdę był psem.


za którym zapewne czaił się, by tylko spłatać jej figla.
Czy wilgoć może mieć męża?
A czy może cmokać?


Kobieta spojrzała w morze zbliżających się chmur
Pływały po nim statki i łodzie, a jeden ślepy rybak bezskutecznie próbował
złowić na obiad coś, co nie byłoby kaloszem.

A daleko na horyzoncie ujrzała Titanica


- A podawali w telewizji, że ma być dziś słoneczny dzień. - Szepnęła sama do siebie, aby rozładować zbierające się w niej emocje.
Rozmawianie ze sobą pomaga na stres tak samo jak joga
Szkoda, że nie szepcze do siebie na trasie szybkiego ruchu. Patrząc w niebo,
rzecz jasna.


Jak on może to robić? W dodatku teraz, gdy nie może się denerwować.
Ciekawe dlaczego on nie może się denerwować?
Może jest w ciąży?


Pogłaskała czule, mające niedługo przyjść na świat, dziecko.
Włożyła sobie rękę do brzucha i...
Płód skręcał się, uciekając przed jej dotykiem.
(Z tą ciążą to nawet trafiłam. Tylko osoba nie ta)


- Och, Elizabeth, gdybyś wiedziała jak ten twój tatuś działa mi na nerwy...
"a gdybyś wiedziała jak tamten tatuś mi działa na nerwy" W końcu tatusiów można mieć wielu
Sugerujesz sześciokącik?


Drynnnnnnn! Drrrrr-rrrr-yyynnnnn!
Bbbbbbbzzzzz! Bbb-bbzz-zzz! - mucha
Ssssyyy! Sss-ssy-yy! - czajnik


Dźwięk komórki Artura potoczył się gdzieś po jej lewej stronie.
Kolejny toczący się odgłos
Potem poturlał się kawałek i odbił jak piłeczka na okolicznym kamieniu


Z prędkością galopującego konia, poderwała się i ruszyła zamaszystym krokiem ku leśnej ścieżce.
Kobieta w ciąży podrywająca się z prędkością galopującego konia... *wyobraźnia szwankuje*
Poderwała się, galopując. I-Haa


Samochód majaczył na horyzoncie.
Majaczący samochód musi wyglądać bardzo interesująco

Od wielu dni nie mógł spać.


Nie mogąc dostrzec męża, krew zagotowała się w niej automatycznie.
Gdzie znajduje się przycisk przełączający między automatycznym a manualnym gotowaniem krwi? *szuka podręcznika od biologii*
*kiwa głową z dezaprobatą* Takich rzeczy to się szuka w instrukcji obsługi
danego modelu


Dalej stroi wygłupy!
Jakie wygłupy stroiła wcześniej ta kobieta? *czyta historię od początku*
Nie kobieta. Krew. Chyba już czas skończyć gotowanie.

[Podkład muzyczny ze Zmierzchu]
*patrzy w górę*
Mhrok...


Kuło ja coraz mocniej.
Ponieważ była kowadłem

Maszyna, koń, kowadło? Nieźle
Była wielofunkcyjna :)


Zduszony okrzyk wydarł się przez jej krtań.
*Kwik *
*j/w*


Przeklęła cicho, dźwigając się z ziemi.
Galop już jej się znudził.
Konik się zmęczył. prrr...
Konio-kowadło


Sygnał telefonu rozległ się ponownie. [...] Już ona mu pokaże!
Powiesi go na drzewie. Za uduszone paluszki.
I przypilnuje go świętej pamięci mama
A potem zwiąże z talerzykami.


Z palącym bólem brzucha, powlekła się w stronę odgłosu,
Ogień trawił jej wnętrzności. Jelita, żołądek. Nerki, wątroba. Czy jest na sali dr House?
Nie, ale jest dr Dolittle


Drrrrr- yk.
A może drrr... fik?


..., który został przez kogoś wyłączony.
Wyłączony odgłos. ehh...
Za pomocą guziczka. Ja chcę taką papugę!


Nie wiele myśląc, zbliżyła się do pojazdu.
Faktycznie niewiele...


Srebrny mercedes osobowy najnormalniej w świecie stał tam, gdzie go zostawili.
Dziwne, żeby latał
Albo pływał w morzu chmur


Wiatr zawiał ponownie, dopuszczając do jej, podczas ciąży wyczulonego węchu, znów ten sam swąd. Przypominał jakby... rdzę pomieszaną z odrobiną soli.
Piaskarka wybuchła? Alivia, mówiłam, żebyś nie bawiła się zapałkami!
*skruszona* Przepraszam mamusiu!


Coś jej ten zapach przypominał, ale za nic nie mogła go skojarzyć.
Nie dziwię się. Piaskarki rzadko jeżdżą latem
Czepiasz się, przecież to opko.


Zresztą..., na co jej ten cholerny fetor był potrzebny?
Ja nie wiem
Żeby wypastować buty.


Obeszła auto od strony maski.
Zorro!
Batman!!
Joker! A nie, on nie.


Spostrzegła zapalone światła samochodu. Coś było nie tak...
„Spostrzegła zapalone światło lampki. Te małe świetliki w środku musiały naprawdę ciężko pracować"
A co tam, najwyżej akumulator jej się rozładuje.


Serce podeszło jej do gardła, gdy dostrzegła kluczyki w stacyjce
Groza! Przecież zazwyczaj kładzie się je pod fotelem.
Nieprawda, w bagażniku


i telefon porzucony na siedzeniu. A przecież dzwonił on niedawno i połączenie zostało przez kogoś przerwane! Widziałaby go, gdyby był przy aucie! Ciągle obserwowała samochód, idąc w jego kierunku!
Telefonu w trawie za bardzo nie widać
Ani w letnim śniegu


Arturze. - Jęknęła. - Dlaczego mi to robisz?! - Puściła w przestrzeń. W jej głosie można było poznać ślady wdzierającej się paniki. Ból brzucha wzmocnił się, powodując opadnięcie jej ciała na bok pojazdu. Oparła się o niego, lekko chybotając.
*brak konstruktywnego komentarza*
*brak jakiegokolwiek komentarza*


Wtem, coś za nią się poruszyło. [...] Może to jakieś zwierzę...?
A tam podchodzi krasnoludek
Z tasakiem. I naprawdę grubym łańcuchem.
Ukradł go talerzykom


A może to po prostu wiatr zawiał tak mocno, że...
... listki spadły z drzew


Nie miała co snuć domysłów. Odwróciła się gwałtownie.
Znów bohaterka w ciąży wykonuje ruchy jakich żadna inna kobieta w tym stanie nie zdołałaby zrobić
Ale to przecież jej mąż, będący kobietą, jest w ciąży.
A ona jest maszyno-kowadło-koniem
Ty... to jak oni... no wiesz?


Jaka była jej ulga, gdy spostrzegła jedynie dwa liście na masce mercedesa.
A nie mówiłam?
Mówiłaś, mówiłaś *głaszcze koleżankę po głowie*


Ale lęk wciąż się w niej tlił.
Stąd ten swąd.
Układ gotowania krwi się przegrzał
Ma ktoś instrukcję?
Lub gwarancję?


Zamarła ponownie, pod dotykiem czyichś lodowatych rąk na swojej szyi.
Zamierać pod dotykiem... horror
Aż dziw, że się nie rozpuściły.


Chłodny oddech dął w jej kark
Oddech który dmie... *łapie się za głowę*
*Próbuje dąć oddechem*


a wraz z nim doszedł do jej nozdrzy nasilony zapach, jaki niedawno poczuła.
Krew!
*zdziwiona* A nie piaskarka?
Przecież piaskarka już wybuchła *bawi się zapałkami*
No tak, sama ją wysadziłaś. Odłóż te zapałki!
*kiwa głową* Przepraszam...
A w ogóle to skąd ona wiedziała, że to krew? Wampirzy zmysł?
Nie! Otworzyła na łące laboratorium i porównała zapachy
Głupie my! Przecież ona jest robotem, nie potrzebuje laboratorium


Dotarła do niej paraliżująca wiadomość. Krew, krew, krew!
Jakiś nowy komunikator?
Nowy alfabet. Coś w stylu Morse'a albo Braille'a


Strach otępił jej umysł. Nie mogła się poruszyć
Kabelki mięśniowe jej się stopiły
I koniec z galopowaniem


Czuła jedynie jak ktoś odgarnia jej włosy i przyciska mocno do siebie. Muśnięcie warg spoczęło na jej rozdygotanej skórze.
O święta gramatyko!
*rozgląda się w poszukiwaniu czerwonego kwadracika*


Brzuch uciskał, silnie przyciśnięty do karoserii.
*próbuje znaleźć sens*
*dopinguje*


Wewnętrzny głos krzyczał imię jej jeszcze nienarodzonego dziecka.
Słyszy głosy- ma Simplusa...
Mama dzwoni...


Nagle wezbrała w niej potężna energia.
Uwaga, przeciążenie systemu! Zaraz wybuchnie!
*chowa zapałki za plecami* To nie moja wina!!


Spróbowała odepchnąć nieznanego napastnika, lecz jedyne co poczuła...,
..., to ostre jak brzytwa kły, zatapiające się w jej skórze.
*modli się* Niech to będzie tętnica, niech to będzie tętnica
*przegląda instrukcję* Roboty nie mają tętnic
Czyli nie ma już dla nas żadnej nadziei...
Ale mają obwód główny :)
*uśmiecha się* Gdzie twój zestaw „Mały pirotechnik"?


Rozdział, a właściwie prolog, niedługi. Następne odcinki pojawią się w dłuższej formie.
Która z pewnością będzie długa

 

I tu się kończy dzisiejszy odcinek "Zabaw ze Zmierchem". Na następne części zapraszamy za czas nieokreślony.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Archiwum

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl